Wpisy

  • poniedziałek, 09 stycznia 2017
    • Sukces

      Jeśli chodzi o święta, to odniosłam wielki sukces "stawiając się" rodzinie. Podzieliliśmy moje obowiązki (jasne, że nie wszystkie), głównie między tych, którzy niewiele co robią i w końcu dało się cieszyć okresem przedświątecznym. Oczywiście było trochę biegania, ganiania itd., ale to było takie normalne, nakręcające i miłe, nie to co w poprzednich latach. Zdążyłam ze wszystkim i miałam siłę cieszyć się świętami. Ba, nawet kupiłam sobie nową sukienkę, skoczyłam do fryzjera i zrobiłam żelowe pazurki :) Można? Można.

      Poszalałam też w Sylwestra na imprezie w pobliskiej restauracji zamienionej specjalnie z tej okazji na coś w rodzaju tancbudy ;)

      Dzisiaj natomiast od zaprzyjaźnionej księgowej dostałam info, że w tym roku będą całkiem niezłe premie roczne :)

      No więc podsumowując: stary rok zakończyłam sukcesem i nowy nim rozpoczęłam. Beautiful, oby tak dalej.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      inka427
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 09 stycznia 2017 20:41
  • środa, 07 grudnia 2016
    • Znowu to samo

      No i znowu zapowiadało się to samo. Przedświąteczne szaleństwo, które samo w sobie mnie stresuje i "na dzień dobry" wkurza. Tak to już jakoś bywa, że jak raz człowiek "weźmie" coś na siebie, to zostanie to zapamiętane w rodzinie i "przyszyte" mu na kolejne lata. Za dużo tego "coś" mi się uzbierało w ciągu ostatnich lat. Nie mam czasu, nie mam ochoty, a przede wszystkim nie mam zamiaru dać się zapędzić w trzytygodniowy permanentny stres. W tym roku postanowiłam mieć to wszystko w .... (wiecie gdzie). Deklaruję to co wiem, że zrobię, a to na co nie mam ochoty mówię wprost, że nie da rady. Oczywiście jest gadanie, że jak to, że "tobie to najlepiej wychodzi", że "przecież święta", ale w tym roku postawiłam na 100-procentową asertywność. Takie absolutne: nie, bo nie. A przy dłuższym upieraniu się, kto wie, może dodam do tego jeszcze "i foch" ;) W tym roku postanowiłam cieszyć się Świętami i okresem przedświątecznym, a nie przeklinać go w duchu, choćby to wiązało się ze zrzuceniem części rzeczy na pozostałych członków rodziny. To znaczy na pewno będzie się wiązało, ale uznaję, że tak powinno być, choćby nie miało być perfekt. Wczoraj w ramach tego zrzucania wysłałam dziecko do sklepu po folię spożywczą i papier do pieczenia. Wrócił z folią aluminiową i papierem śniadaniowym (bo też był w rolce, mój błąd, złe tłumaczenie, chociaż z drugiej strony: przecież jest napisane)... To utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie ma brania wszystkiego na siebie. Nawet ze względów edukacyjnych warto wyluzować. Niech się dziecko dowie, że jest różnica pomiędzy folią i aluminium, i że jest wiele rodzajów papierów w rolkach. Ostatecznie nie chciałby, żebym mu ten do pieczenia powiesiła w toalecie...

      No to jeszcze napiszę o moim ostatnim odkryciu - herbacie masala chai (tudzież z polska: czaj). To taka bardzo aromatyczna mieszanka (wybrałam na bazie czarnej herbaty), po prostu cudowna na tę porę roku. Kupiłam ją ostatnio w herbaciarni tak z czystej ciekawości. Warto też dodać, że miła pani sprzedawczyni stwierdziła, że jest bardzo dobra na leczenie przeziębienia; tego akurat nie sprawdziłam, bo ostatnio nic mnie nie łapie. Wysączyłam kilka kubków - zgodnie z propozycją podania - z mlekiem, i z cytryną i rodzynkami (oczywiście osobno). Jest przepyszna. Jedyne co zmieniłam, to nie dosładzałam jej miodem, bo nie lubię słodkich napojów, a poza tym mam wrażenie, że ona sama w sobie jest słodkawa. Polecam.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      inka427
      Czas publikacji:
      środa, 07 grudnia 2016 11:55
  • czwartek, 06 października 2016
  • środa, 31 sierpnia 2016
    • Klasyka

      Ostatnio doszłam do wniosku, że opuściłam tyle książek, które należałoby zaliczyć do klasyki, że aż wstyd. A nie przeczytałam ich z bardzo prozaicznych powodów: głównie braku czasu (polskie szkolnictwo jest w tym zakresie bezwzględne nie robiąc przerw na powtórzenie materiału i ogarnięcie lektur - jak to ma miejsce w wielu innych krajach), łatki "lektury szkolnej" albo "nudnych staroci". Zdaje się, że czasem obawiałam się, że utknę na zawiłym tekście napisanym archaicznym językiem. Teraz przeglądam opuszczone pozycje i tworzę w głowie listę "must read". Zaczęłam (a jakże, już zaczęłam) od "Kubusia fatalisty i jego pana" :) Muszę przyznać, że moje obawy co do trudności książki i czytania jej z przymusu, okazały się przesadzone. Czyta mi się ją doskonale. Jest to doprawdy bardzo miła lektura po kryminałach wszelkiej maści i z różnych stron świata, które magluję od dłuższego czasu. Książka jest lekka, przyjemna, czasem śmieszna, czasem naiwna, czasem - przyznaję - tok snucia opowieści i polemiki z czytelnikiem jest nieco irytujący, ale całość tworzy naprawdę fajną opowiastkę. Niestety ostatnio nie mam za wiele czasu na czytanie, więc pewnie przy tej lekturze trochę mi zejdzie, a następna czeka "Boska komedia". Tak, tak, niestety kiedyś przeczytałam tylko streszczenie. Później będzie "Dekameron", a dalej się zobaczy. Myślałam o Annie Kareninie, ale jakoś nie przepadam za romansidłami, więc stawiam przy niej znak zapytania.

      Jednego jestem pewna - przyjemniej się czyta klasykę, w tym lektury szkolne, gdy nie trzeba tego robić. A może po prostu w gimnazjum czy liceum jest na niektóre książki za wcześnie. Może powinno się pozwolić dzieciakom czytać to co ich interesuje. Mogliby np. na początku roku zorganizować sobie dyskusję na temat ulubionych książek, ustalić listę i je przerobić. A do klasyki wrócić w przyszłości, tak z czystej i niewymuszonej ciekawości. Ostatecznie w szkole chodzi przede wszystkim o to, żeby ich zainteresować literaturą, nauczyć czytać ze zrozumieniem, a nie męczyć.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      inka427
      Czas publikacji:
      środa, 31 sierpnia 2016 16:55
  • piątek, 17 czerwca 2016
    • Lawenda

      Od wielu już lat trzymam w doniczkach, a właściwie w donicach lawendę. Uwielbiam jej zapach i kolor, choć wiem, że nie wszystkim osobom on odpowiada. Bardzo też lubię patrzeć na rój pszczół i trzmieli uwijający się na kwiatach, gdy kwitną. A to już wkrótce :) Niestety nie zgodzę się z twierdzeniami, że lawenda odstrasza komary. One zawsze wszędzie się wcisną, nawet w krzaki lawendy. Zawsze po sezonie, kiedy ścinam łodyżki z przekwitniętymi kwiatami, jestem cała pogryziona. Mam wrażenie (i nadzieję), że odstraszają jednak mole. W każdym bądź razie każdego roku napełniam saszetki, które uszyłam z gęstej firanki, wysuszonymi kwiatami lawendy, wieszam w szafie i rozkładam w szafkach. Ścinam też gałązki z kwiatami, gdy są jeszcze w pąkach i suszę. Lubię widok tych roślin. Nie wymyśliłam tylko sposobu jak zachować ich kolor... Może należałoby je suszyć w saletrze... I wiecie co, robię jeszcze z lawendy olejek do kąpieli i do ciała. Kupuję jak najtańszą oliwę z oliwek, ścinam do niej lawendę (kwiaty i łodyżki) i gotuję na małym ogniu aż oliwa nabierze koloru i zapachu lawendy. Po ostudzeniu wyciskam jeszcze oliwę z pędów, które wyrzucam. Cudownie jest zimą wziąć kąpiel z dodatkiem takiego olejku. I świetna jest później skóra; taka gładziutka i wyjątkowo miękka. Nie urządzam za to kuchni na wzór prowansalski, zgodnie z zasadą "co za dużo to niezdrowo". Inna kolorystyka i stylistyka u mnie dominuje, a nie lubię robić miszmaszu.

      Rozmawiałam ostatnio z sąsiadką o mistrzostwach w piłce nożnej. Nie, nie w kontekście tego kto wygra i jak daleko zajdzie Polska. Akurat piłka nożna nie leży w granicach naszych zainteresowań. Obie jednak zauważyłyśmy pewną zależność - w czasie dużej oglądalności meczy, zdarza się więcej kradzieży. Jak widać nie tylko my nie siedzimy wtedy przed telewizorami. W czasie poprzednich rozgrywek na naszym osiedlu ukradli co najmniej kilka rowerów i wózków. Przyznam, że świetny to czas, wszędzie pusto i wszyscy siedzą przed telewizorami nie zwracając uwagi na to, co się dookoła dzieje. A później giną piękne nowe markowe rowery i wypasione wózki dziecięce wielofunkcyjne, bo chyba nikt już nie kupuje osobno fotelika, osobno wózka głębokiego i osobno spacerówki. Złodzieje kradną ze stojaków przy osiedlach, z klatek, a nawet z komórek. Zapewne wchodzą pod pozorem przyjścia do kogoś na mecz (o ile w ogóle brama jest zamknięta i muszą się tłumaczyć, bo w pośpiechu przed meczem mieszkańcy często zostawiają otwarte). No więc pilnujcie ludzie swojego dobytku w tym gorącym sportowo okresie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      inka427
      Czas publikacji:
      piątek, 17 czerwca 2016 13:41
  • poniedziałek, 30 maja 2016
    • Przeskok

      No to z kwietnia przeskakujemy na koniec maja i w sumie w ostatniej niemal chwili załapałam się na majowy wpis. Miło, bo to mój ulubiony miesiąc. W tym roku w dodatku przypadały w nim aż dwa długie weekendy, więc jest hiper - ulubiony ;) Maj to też miesiąc, w którym ku radości rodziny rozpoczynam odchudzanie. Nie, żeby się tak cieszyli na myśl, że schudnę, tylko wiedzą, że wtedy znajdą mnóstwo sprzeczności, bo co innego by się chciało, a co innego się robi, np. na przegryzkę kupiłam ostatnio suche wafle. Ale posmarowaliśmy je w końcu masą kajmakową i tak się jakoś dziwnie złożyło, że gadając sobie zjadłam 1/4 tych wafli; jakby nie patrzeć z 1/4 masy kajmakowej... Oczywiście takich przykładów można mnożyć, więc rodzinka ma ubaw. Ale co zrobić, jak pogoda się poprawia i człowiek czuje (a czasem i słyszy) presję otoczenia, żeby zrzucić parę kilo. Nie wiem za bardzo po co, bo jak się ma charakter łasucha, to nie ma bata - wcześniej czy później się nadrobi; oby nie z nawiązką.

      Maj skłania mnie też do zrobienia porządków. Po zastanowieniu doszłam do wniosku, że muszę pozbyć się (czytaj: sprzedać albo oddać do biblioteki szkolnej) część książek dziecka, bo do bajek już od dawna nie zagląda, za to kupuje książki młodzieżowe, na które nie ma miejsca na regale. Należałoby więc jego biblioteczkę dostosować do wieku i zainteresowań... Choć sentymentalnie już mi zapowiedział, że nie ma pozbywania się Muminków, Niekończącej się historii i przygód Jerzego w kosmosie :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      inka427
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 maja 2016 14:41
  • środa, 20 kwietnia 2016
    • W kwietniu

      W końcu skończyło się przedwiośnie i mamy wiosnę, tę prawdziwą - kwitnącą i zieleniącą się piękną, jasną, świeżą zielenią. Człowiekowi wszystko się chce, a nawet więcej niż wszystko, więc pewnie wszystkich planów nie zrealizuje, bo zabraknie czasu. Już sobie zaplanowałam ogrodowe i domowe przeróbki. Właściwie co do tych domowych wpakowałam się na grząski grunt, bo jedne pomysły pociągnęły za sobą inne, inne następne i tak ruszyła mi lawina myślowa, która - gdyby miała zostać zrealizowana - odmieniłaby zupełnie naszą "siedzibę", co może było by i interesujące, ale gorzej, że kosztowałaby majątek i wymagała pozbycia się wielu dobrych, porządnych rzeczy tylko i wyłącznie z powodu zmiany wystroju, a taka rozpusta mimo wszystko nie leży w moim charakterze. Będę musiała zdecydować się na miejsce, w którym powiem: wystarczy, jest ok. Co innego wymiana klawiatury, w której dwa klawisze mi się rozklekotały i jakoś głośno chodzą, a inny przy szybkim pisaniu nie zawsze wskakuje. I bynajmniej nie jest to spowodowane żadnymi okruchami, czekoladą i innymi tego typu produktami, a wiem, że tak można, bo niedawno przeraziłam się stanem służbowego laptopa koleżanki, na którym wieczorem puszcza dziecku bajki z YT obklejonego nutellą i resztkami po wafelkach i batonikach. Gdybym była jej szefem dostałaby do pracy komputer stacjonarny i tyle. Żadnych ułatwień do wyjścia wcześniej i pracy w domu.

      Ostatnio przedłużaliśmy umowę na komórki i ku mojemu zaskoczeniu policzyli nam... opłatę za przedłużenie umowy!!! Zamiast udzielić z tego powodu jakiegoś rabatu, naliczyli opłatę. Następnym razem zmieniam operatora.

      Na skutek złej pogody w poprzednim tygodniu, wydałam za dużo kasy, bo co tu robić jak ciągle jest deszczowo i zimno. Wybrałam się na tradycyjne zakupy do galerii po spożywkę, a wróciłam z pięknymi niebotycznie wysokimi butami, trzema bluzkami, żakietem i spodniami. Te spodnie to był zakup bardziej niż inne nie zaplanowany, bo styrana lataniem po sklepach postanowiłam sobie odpocząć przy kawce i ciachu no i pech chciał, że się tą kawką pięknie oblałam. A że nie lubię chodzić w brudnych ciuchach, więc kupiłam nowe i się przebrałam w toalecie. Jak widać kabiny wc mogą mieć różne zastosowanie. Kiedyś przebrałabym się po prostu w przymierzalni i tylko oderwała metkę, dzisiaj - przy zabezpieczeniach magnetycznych, farbujących czy jakie one tam są - nie da się. I tym sposobem stałam się szczęśliwą posiadaczką boyfriendów, które już dawno chciałam kupić, ale jakoś nie mogłam się zdecydować.

      Lubię kwiecień, choć często jest dużo cieplejszy niż w tym roku...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „W kwietniu”
      Tagi:
      Autor(ka):
      inka427
      Czas publikacji:
      środa, 20 kwietnia 2016 15:02
  • piątek, 01 kwietnia 2016
    • Prima aprilis

      Jakoś brakuje mi pomysłów na prima aprilisowe żarty. Udało mi się nabrać póki co tylko siostrę, ale to żaden powód do chwały, bo ona jest generalnie łatwowierna. Na innych potrzeba więcej wysiłku i bardziej subtelnych pomysłów, żeby od razu żart nie został spalony, tym bardziej, że powszechnie wiadomo jaki dziś dzień, więc wszyscy są ostrożniejsi i trzeba naprawdę zaabsorbować ich uwagę, żeby o tym zapomnieli. Ech, ta moja pusta głowa, zwykle idę na spontan i wychodzi, a dziś - może przez tę okropną pogodę (na kogoś lub na coś trzeba zawalić) - jakoś nie chce ;(

      Ostatnio widziałam w sklepie pięknie kwitnące drzewko rajskich jabłuszek. Już miałam je kupić, kiedy przeczytałam, że dorasta do 5 metrów... Trochę za dużo jak na moje warunki i zamiłowanie do niskich - maksymalnie 3 - metrowych ozdobnych drzewek i krzewów. A szkoda, bo kwiatki naprawdę miało piękne.

      Dziś cały dzień leje. Na chodnikach widać mnóstwo dżdżownic. Raj dla miłośników wędkowania. Wujek już by zbierał...

      Wiosna :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      inka427
      Czas publikacji:
      piątek, 01 kwietnia 2016 11:54
  • środa, 09 marca 2016
    • Wczoraj był miły dzień

      Wczoraj był bardzo fajny dzień :) Poza tym, że chłopaki byli bardzo mili: były życzenia, kwiaty i prezenty, był też obiad przez nich zrobiony, to jeszcze wieczorem wpadły koleżanki na winko :) A co, kiedyś w zakładach to panowie oblewali Dzień Kobiet, dziś - kobiety, choć nie w pracy, bo nastały nam inne czasy, w których promile są "be". No więc gadałyśmy sobie, jadłyśmy i popijałyśmy, i jak to w takich przypadkach bywa, miałyśmy wiele pomysłów. Ech, jakże to przyjemnie mogłoby być, gdyby człowiek realizował te swoje pomysły. Wczoraj wymyśliłyśmy mianowicie, że założymy razem firmę, bo już się nam znudziło pracować na etacie dla innych. Ba, nawet zostałyśmy poparte przez chłopaków. Co więcej, nawet mamy pomysł czym się będziemy zajmować. No i wczoraj byłyśmy święcie przekonane, że wszystko się uda, rozwiniemy interes, będziemy robić to co lubimy, pracować na swój sukces i zarabiać znacznie więcej niż teraz. Oczywiście, jak to zwykle bywa, dziś pojawiły się wątpliwości, bo raz, że dużo firm jednak pada, a dwa, że biznes wymaga zaangażowania i trzeba by zrezygnować z pracy, a ta jaka by nie była przynosi stałe dochody powyżej średniej krajowej, więc nie ma tragedii. A w swojej działalności trzeba na początku ponieść koszty, płacić ZUS itd. No i w razie czego do dotychczasowej pracy już się nie wróci, a jaką inną się znajdzie to wielka niewiadoma. Wychodzi z tego, że strach i niekorzystne przepisy blokują inwencję twórczą i rozwój działalności gospodarczej. Doprawdy, uważam, że nowe firmy powinny być zwolnione przynajmniej przez pierwszy rok z płacenia ZUS i podatków, a przynajmniej z dochodowego, żeby mogły się rozwinąć. Skoro stać nas na zwalnianie z dochodówki ogromnych zakładów, które obracają milionami albo i miliardami, w strefach ekonomicznych, to dlaczego by nie zainwestować w rodzime firmy? Zresztą myślę, że z podobnych ułatwień powinny również móc korzystać później firmy, które borykają się z problemami finansowymi. Ostatecznie dla fiskusa lepiej nie otrzymać podatku ale utrzymać miejsca pracy niż nie dostać podatku i dodatkowo płacić bezrobotnym. Logiczne, prawda? I jak sobie wczoraj siedziałyśmy i sprawdzałyśmy jak założyć spółkę jawną, tak dziś nabrałyśmy wątpliwości czy warto... A mogłoby być tak pięknie. I dla nas i dla państwa w przyszłości... Ech, te niezrealizowane plany. Moglibyśmy być potęgą, gdyby przepisy były bardziej korzystne i ludzie nie musieli się bać, że w razie niewypalenia ich pomysłu pójdą z torbami. Dosłownie, bo rachunki też z czegoś trzeba płacić.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      inka427
      Czas publikacji:
      środa, 09 marca 2016 10:44
  • środa, 24 lutego 2016
    • Grypa

      Czy ktoś wie może jak można potwierdzić lub zaprzeczyć, że się choruje na grypę?

      Kiedyś, gdy chodziłam z mamą do lekarza zawsze lekarz czy lekarka wpisywali do książeczki zdrowia na co się choruje. Teraz nie dowiesz się jaka jest diagnoza. Przeważnie słyszę: infekcja, przeziębienie, coś wirusowego, wygląda mi to bardziej na wirusy niż bakterie, więc antybiotyku nie daję. A na pytanie: jakie wirusy, czy to grypa? No, na grypę mi to też nie wygląda. Bardziej na coś grypopodobnego. A co, to już nie wiadomo.

      A sposób leczenia: paracetamol, ibuprom, neosine, rutinoscorbin i osłona. Litości. Takie rzeczy mogę sobie sama kupić w aptece. Zresztą na paracetamolu i ibupromie jest napisane, żeby podawać do 3 dni. A ja mam dziecko gorączkujące 38-40 stopni od 5 dni i nadal nic nie wiem, poza tym, że mam podawać co 6 godzin ibuprom i co 4 paracetamol...

      Prosiłam o Tamiflu, bo słyszałam, że to skuteczny lek na grypę, ale bez stwierdzenia grypy się nie da, a skierowania na testy też nie dostałam. A później lekarze się wypowiadają, że pacjenci źle się leczą, że "domowymi" sposobami, że nie dbają o siebie... A tymczasem te "domowe" sposoby przepisują inni lekarze.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      inka427
      Czas publikacji:
      środa, 24 lutego 2016 12:46

Kategorie

Tagi

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa