Wpisy

  • środa, 31 sierpnia 2016
    • Klasyka

      Ostatnio doszłam do wniosku, że opuściłam tyle książek, które należałoby zaliczyć do klasyki, że aż wstyd. A nie przeczytałam ich z bardzo prozaicznych powodów: głównie braku czasu (polskie szkolnictwo jest w tym zakresie bezwzględne nie robiąc przerw na powtórzenie materiału i ogarnięcie lektur - jak to ma miejsce w wielu innych krajach), a czasem łatki "lektury szkolnej"; może czasem też "staroci". Chyba czasem obawiałam się, że utknę na zawiłym tekście napisanym archaicznym językiem. Teraz przeglądam opuszczone pozycje i tworzę w głowie listę "must read". Zaczęłam (a jakże, już zaczęłam) od "Kubusia fatalisty i jego pana" :) Muszę przyznać, że moje obawy co do trudności książki i czytania jej z przymusu, okazały się przesadzone. Czyta mi się ją doskonale. Jest to doprawdy bardzo miła lektura po kryminałach wszelkiej maści i z różnych stron świata, które magluję od dłuższego czasu. Książka jest lekka, przyjemna, czasem śmieszna, czasem naiwna, czasem - przyznaję - tok snucia opowieści i polemiki z czytelnikiem jest nieco irytujący, ale całość tworzy naprawdę fajną opowiastkę. Niestety ostatnio nie mam za wiele czasu na czytanie, więc pewnie przy tej lekturze trochę czasu mi zejdzie, a następna czeka "Boska komedia". Tak, tak, niestety kiedyś przeczytałam tylko streszczenie. Później będzie "Dekameron", a dalej się zobaczy. Myślałam o Annie Kareninie, ale jakoś nie przepadam za romansidłami, więc stawiam przy niej znak zapytania.

      Jednego jestem pewna - przyjemniej się czyta klasykę, w tym lektury szkolne, gdy nie trzeba tego robić. A może po prostu w gimnazjum czy liceum jest na niektóre książki za wcześnie. Może powinno się pozwolić dzieciakom czytać to co ich interesuje. Mogliby np. na początku roku zorganizować sobie dyskusję na temat ulubionych książek, ustalić listę i je przerobić. A do klasyki wrócić w przyszłości, tak z czystej i niewymuszonej ciekawości.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      inka427
      Czas publikacji:
      środa, 31 sierpnia 2016 16:55
  • piątek, 17 czerwca 2016
    • Lawenda

      Od wielu już lat trzymam w doniczkach, a właściwie w donicach lawendę. Uwielbiam jej zapach i kolor, choć wiem, że nie wszystkim osobom on odpowiada. Bardzo też lubię patrzeć na rój pszczół i trzmieli uwijający się na kwiatach, gdy kwitną. A to już wkrótce :) Niestety nie zgodzę się z twierdzeniami, że lawenda odstrasza komary. One zawsze wszędzie się wcisną, nawet w krzaki lawendy. Zawsze po sezonie, kiedy ścinam łodyżki z przekwitniętymi kwiatami, jestem cała pogryziona. Mam wrażenie (i nadzieję), że odstraszają jednak mole. W każdym bądź razie każdego roku napełniam saszetki, które uszyłam z gęstej firanki, wysuszonymi kwiatami lawendy, wieszam w szafie i rozkładam w szafkach. Ścinam też gałązki z kwiatami, gdy są jeszcze w pąkach i suszę. Lubię widok tych roślin. Nie wymyśliłam tylko sposobu jak zachować ich kolor... Może należałoby je suszyć w saletrze... I wiecie co, robię jeszcze z lawendy olejek do kąpieli i do ciała. Kupuję jak najtańszą oliwę z oliwek, ścinam do niej lawendę (kwiaty i łodyżki) i gotuję na małym ogniu aż oliwa nabierze koloru i zapachu lawendy. Po ostudzeniu wyciskam jeszcze oliwę z pędów, które wyrzucam. Cudownie jest zimą wziąć kąpiel z dodatkiem takiego olejku. I świetna jest później skóra; taka gładziutka i wyjątkowo miękka. Nie urządzam za to kuchni na wzór prowansalski, zgodnie z zasadą "co za dużo to niezdrowo". Inna kolorystyka i stylistyka u mnie dominuje, a nie lubię robić miszmaszu.

      Rozmawiałam ostatnio z sąsiadką o mistrzostwach w piłce nożnej. Nie, nie w kontekście tego kto wygra i jak daleko zajdzie Polska. Akurat piłka nożna nie leży w granicach naszych zainteresowań. Obie jednak zauważyłyśmy pewną zależność - w czasie dużej oglądalności meczy, zdarza się więcej kradzieży. Jak widać nie tylko my nie siedzimy wtedy przed telewizorami. W czasie poprzednich rozgrywek na naszym osiedlu ukradli co najmniej kilka rowerów i wózków. Przyznam, że świetny to czas, wszędzie pusto i wszyscy siedzą przed telewizorami nie zwracając uwagi na to, co się dookoła dzieje. A później giną piękne nowe markowe rowery i wypasione wózki dziecięce wielofunkcyjne, bo chyba nikt już nie kupuje osobno fotelika, osobno wózka głębokiego i osobno spacerówki. Złodzieje kradną ze stojaków przy osiedlach, z klatek, a nawet z komórek. Zapewne wchodzą pod pozorem przyjścia do kogoś na mecz (o ile w ogóle brama jest zamknięta i muszą się tłumaczyć, bo w pośpiechu przed meczem mieszkańcy często zostawiają otwarte). No więc pilnujcie ludzie swojego dobytku w tym gorącym sportowo okresie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      inka427
      Czas publikacji:
      piątek, 17 czerwca 2016 13:41
  • poniedziałek, 30 maja 2016
    • Przeskok

      No to z kwietnia przeskakujemy na koniec maja i w sumie w ostatniej niemal chwili załapałam się na majowy wpis. Miło, bo to mój ulubiony miesiąc. W tym roku w dodatku przypadały w nim aż dwa długie weekendy, więc jest hiper - ulubiony ;) Maj to też miesiąc, w którym ku radości rodziny rozpoczynam odchudzanie. Nie, żeby się tak cieszyli na myśl, że schudnę, tylko wiedzą, że wtedy znajdą mnóstwo sprzeczności, bo co innego by się chciało, a co innego się robi, np. na przegryzkę kupiłam ostatnio suche wafle. Ale posmarowaliśmy je w końcu masą kajmakową i tak się jakoś dziwnie złożyło, że gadając sobie zjadłam 1/4 tych wafli; jakby nie patrzeć z 1/4 masy kajmakowej... Oczywiście takich przykładów można mnożyć, więc rodzinka ma ubaw. Ale co zrobić, jak pogoda się poprawia i człowiek czuje (a czasem i słyszy) presję otoczenia, żeby zrzucić parę kilo. Nie wiem za bardzo po co, bo jak się ma charakter łasucha, to nie ma bata - wcześniej czy później się nadrobi; oby nie z nawiązką.

      Maj skłania mnie też do zrobienia porządków. Po zastanowieniu doszłam do wniosku, że muszę pozbyć się (czytaj: sprzedać albo oddać do biblioteki szkolnej) część książek dziecka, bo do bajek już od dawna nie zagląda, za to kupuje książki młodzieżowe, na które nie ma miejsca na regale. Należałoby więc jego biblioteczkę dostosować do wieku i zainteresowań... Choć sentymentalnie już mi zapowiedział, że nie ma pozbywania się Muminków, Niekończącej się historii i przygód Jerzego w kosmosie :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      inka427
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 maja 2016 14:41
  • środa, 20 kwietnia 2016
    • W kwietniu

      W końcu skończyło się przedwiośnie i mamy wiosnę, tę prawdziwą - kwitnącą i zieleniącą się piękną, jasną, świeżą zielenią. Człowiekowi wszystko się chce, a nawet więcej niż wszystko, więc pewnie wszystkich planów nie zrealizuje, bo zabraknie czasu. Już sobie zaplanowałam ogrodowe i domowe przeróbki. Właściwie co do tych domowych wpakowałam się na grząski grunt, bo jedne pomysły pociągnęły za sobą inne, inne następne i tak ruszyła mi lawina myślowa, która - gdyby miała zostać zrealizowana - odmieniłaby zupełnie naszą "siedzibę", co może było by i interesujące, ale gorzej, że kosztowałaby majątek i wymagała pozbycia się wielu dobrych, porządnych rzeczy tylko i wyłącznie z powodu zmiany wystroju, a taka rozpusta mimo wszystko nie leży w moim charakterze. Będę musiała zdecydować się na miejsce, w którym powiem: wystarczy, jest ok. Co innego wymiana klawiatury, w której dwa klawisze mi się rozklekotały i jakoś głośno chodzą, a inny przy szybkim pisaniu nie zawsze wskakuje. I bynajmniej nie jest to spowodowane żadnymi okruchami, czekoladą i innymi tego typu produktami, a wiem, że tak można, bo niedawno przeraziłam się stanem służbowego laptopa koleżanki, na którym wieczorem puszcza dziecku bajki z YT obklejonego nutellą i resztkami po wafelkach i batonikach. Gdybym była jej szefem dostałaby do pracy komputer stacjonarny i tyle. Żadnych ułatwień do wyjścia wcześniej i pracy w domu.

      Ostatnio przedłużaliśmy umowę na komórki i ku mojemu zaskoczeniu policzyli nam... opłatę za przedłużenie umowy!!! Zamiast udzielić z tego powodu jakiegoś rabatu, naliczyli opłatę. Następnym razem zmieniam operatora.

      Na skutek złej pogody w poprzednim tygodniu, wydałam za dużo kasy, bo co tu robić jak ciągle jest deszczowo i zimno. Wybrałam się na tradycyjne zakupy do galerii po spożywkę, a wróciłam z pięknymi niebotycznie wysokimi butami, trzema bluzkami, żakietem i spodniami. Te spodnie to był zakup bardziej niż inne nie zaplanowany, bo styrana lataniem po sklepach postanowiłam sobie odpocząć przy kawce i ciachu no i pech chciał, że się tą kawką pięknie oblałam. A że nie lubię chodzić w brudnych ciuchach, więc kupiłam nowe i się przebrałam w toalecie. Jak widać kabiny wc mogą mieć różne zastosowanie. Kiedyś przebrałabym się po prostu w przymierzalni i tylko oderwała metkę, dzisiaj - przy zabezpieczeniach magnetycznych, farbujących czy jakie one tam są - nie da się. I tym sposobem stałam się szczęśliwą posiadaczką boyfriendów, które już dawno chciałam kupić, ale jakoś nie mogłam się zdecydować.

      Lubię kwiecień, choć często jest dużo cieplejszy niż w tym roku...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „W kwietniu”
      Tagi:
      Autor(ka):
      inka427
      Czas publikacji:
      środa, 20 kwietnia 2016 15:02
  • piątek, 01 kwietnia 2016
    • Prima aprilis

      Jakoś brakuje mi pomysłów na prima aprilisowe żarty. Udało mi się nabrać póki co tylko siostrę, ale to żaden powód do chwały, bo ona jest generalnie łatwowierna. Na innych potrzeba więcej wysiłku i bardziej subtelnych pomysłów, żeby od razu żart nie został spalony, tym bardziej, że powszechnie wiadomo jaki dziś dzień, więc wszyscy są ostrożniejsi i trzeba naprawdę zaabsorbować ich uwagę, żeby o tym zapomnieli. Ech, ta moja pusta głowa, zwykle idę na spontan i wychodzi, a dziś - może przez tę okropną pogodę (na kogoś lub na coś trzeba zawalić) - jakoś nie chce ;(

      Ostatnio widziałam w sklepie pięknie kwitnące drzewko rajskich jabłuszek. Już miałam je kupić, kiedy przeczytałam, że dorasta do 5 metrów... Trochę za dużo jak na moje warunki i zamiłowanie do niskich - maksymalnie 3 - metrowych ozdobnych drzewek i krzewów. A szkoda, bo kwiatki naprawdę miało piękne.

      Dziś cały dzień leje. Na chodnikach widać mnóstwo dżdżownic. Raj dla miłośników wędkowania. Wujek już by zbierał...

      Wiosna :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      inka427
      Czas publikacji:
      piątek, 01 kwietnia 2016 11:54
  • środa, 09 marca 2016
    • Wczoraj był miły dzień

      Wczoraj był bardzo fajny dzień :) Poza tym, że chłopaki byli bardzo mili: były życzenia, kwiaty i prezenty, był też obiad przez nich zrobiony, to jeszcze wieczorem wpadły koleżanki na winko :) A co, kiedyś w zakładach to panowie oblewali Dzień Kobiet, dziś - kobiety, choć nie w pracy, bo nastały nam inne czasy, w których promile są "be". No więc gadałyśmy sobie, jadłyśmy i popijałyśmy, i jak to w takich przypadkach bywa, miałyśmy wiele pomysłów. Ech, jakże to przyjemnie mogłoby być, gdyby człowiek realizował te swoje pomysły. Wczoraj wymyśliłyśmy mianowicie, że założymy razem firmę, bo już się nam znudziło pracować na etacie dla innych. Ba, nawet zostałyśmy poparte przez chłopaków. Co więcej, nawet mamy pomysł czym się będziemy zajmować. No i wczoraj byłyśmy święcie przekonane, że wszystko się uda, rozwiniemy interes, będziemy robić to co lubimy, pracować na swój sukces i zarabiać znacznie więcej niż teraz. Oczywiście, jak to zwykle bywa, dziś pojawiły się wątpliwości, bo raz, że dużo firm jednak pada, a dwa, że biznes wymaga zaangażowania i trzeba by zrezygnować z pracy, a ta jaka by nie była przynosi stałe dochody powyżej średniej krajowej, więc nie ma tragedii. A w swojej działalności trzeba na początku ponieść koszty, płacić ZUS itd. No i w razie czego do dotychczasowej pracy już się nie wróci, a jaką inną się znajdzie to wielka niewiadoma. Wychodzi z tego, że strach i niekorzystne przepisy blokują inwencję twórczą i rozwój działalności gospodarczej. Doprawdy, uważam, że nowe firmy powinny być zwolnione przynajmniej przez pierwszy rok z płacenia ZUS i podatków, a przynajmniej z dochodowego, żeby mogły się rozwinąć. Skoro stać nas na zwalnianie z dochodówki ogromnych zakładów, które obracają milionami albo i miliardami, w strefach ekonomicznych, to dlaczego by nie zainwestować w rodzime firmy? Zresztą myślę, że z podobnych ułatwień powinny również móc korzystać później firmy, które borykają się z problemami finansowymi. Ostatecznie dla fiskusa lepiej nie otrzymać podatku ale utrzymać miejsca pracy niż nie dostać podatku i dodatkowo płacić bezrobotnym. Logiczne, prawda? I jak sobie wczoraj siedziałyśmy i sprawdzałyśmy jak założyć spółkę jawną, tak dziś nabrałyśmy wątpliwości czy warto... A mogłoby być tak pięknie. I dla nas i dla państwa w przyszłości... Ech, te niezrealizowane plany. Moglibyśmy być potęgą, gdyby przepisy były bardziej korzystne i ludzie nie musieli się bać, że w razie niewypalenia ich pomysłu pójdą z torbami. Dosłownie, bo rachunki też z czegoś trzeba płacić.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      inka427
      Czas publikacji:
      środa, 09 marca 2016 10:44
  • środa, 24 lutego 2016
    • Grypa

      Czy ktoś wie może jak można potwierdzić lub zaprzeczyć, że się choruje na grypę?

      Kiedyś, gdy chodziłam z mamą do lekarza zawsze lekarz czy lekarka wpisywali do książeczki zdrowia na co się choruje. Teraz nie dowiesz się jaka jest diagnoza. Przeważnie słyszę: infekcja, przeziębienie, coś wirusowego, wygląda mi to bardziej na wirusy niż bakterie, więc antybiotyku nie daję. A na pytanie: jakie wirusy, czy to grypa? No, na grypę mi to też nie wygląda. Bardziej na coś grypopodobnego. A co, to już nie wiadomo.

      A sposób leczenia: paracetamol, ibuprom, neosine, rutinoscorbin i osłona. Litości. Takie rzeczy mogę sobie sama kupić w aptece. Zresztą na paracetamolu i ibupromie jest napisane, żeby podawać do 3 dni. A ja mam dziecko gorączkujące 38-40 stopni od 5 dni i nadal nic nie wiem, poza tym, że mam podawać co 6 godzin ibuprom i co 4 paracetamol...

      Prosiłam o Tamiflu, bo słyszałam, że to skuteczny lek na grypę, ale bez stwierdzenia grypy się nie da, a skierowania na testy też nie dostałam. A później lekarze się wypowiadają, że pacjenci źle się leczą, że "domowymi" sposobami, że nie dbają o siebie... A tymczasem te "domowe" sposoby przepisują inni lekarze.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      inka427
      Czas publikacji:
      środa, 24 lutego 2016 12:46
  • poniedziałek, 01 lutego 2016
    • Luty

      Zaczął się luty i zrobiło się jakoś tak bardziej ponuro. Raz, że nie ma śniegu, a szarzyzna jesienno - zimowa jest strasznie monotonna, a dwa - że w weekend rozebraliśmy choinkę i pochowaliśmy wszystkie dekoracje świąteczne, a trochę tego było, bo i reniferki i bałwanki i bombki i łańcuchy i szyszki i lampki i dzwoneczki porozstawiane i pozawieszane w całym domu. Do tego jeszcze obrusy, poszewki na poduszeczki i narzuty świąteczne czas było zmienić na "zwyczajne", bo dekoracje wiosenne jeszcze muszą poczekać, choć skusiłam się na kupno tulipanów. A co, niech trochę świeżych kolorów będzie. Niestety dom przez to stracił ten milutki, świąteczny klimacik. Ale cóż zrobić, czas płynie. Już w najbliższy czwartek będziemy się objadać pączkami, faworkami czy czym tam kto lubi. A za tydzień koniec karnawału. Pocieszające jest jednak to, że dzień, mimo iż zwykle ponury i pochmurny, jednak zaczął się wyraźnie wydłużać :)

      Koniec roku i początek następnego, to czas różnych podsumowań. Podsumowali więc nas za prąd i wodę ;) Chciałam więc obalić mit, że zmywarka to oszczędność. Kupiliśmy zmywarkę na początku lutego zeszłego roku, więc mam piękne porównanie zużycia tych dwóch mediów. Otóż, było to nasze jedyne tego typu urządzenie kupione w zeszłym roku. A zatem poza zmywarką zużycie wody i prądu powinno być porównywalne. Rachunek za prąd wzrósł nam o 30 zł miesięcznie, a za wodę o 4 złote. Tego, że wzrośnie za prąd się spodziewałam, bo jednak urządzenie jest włączane raz dziennie na eko program trwający jak by nie było 1,5 godziny. Spodziewałam się jednak, że za wodę rachunek o porównywalną kwotę spadnie, tym bardziej, że nigdy nie zmywałam w sposób ekonomiczny, bo mnie to wkurzało, a więc odkręcałam wodę (sporym strumieniem, bo inaczej piec gazowy się nie zapala) i myłam sobie naczynie po naczyniu. A tu proszę i tak zużycie wzrosło... Nie, żebym żałowała zakupu, bo jak by nie patrzeć spora oszczędność czasu i rąk, ale na pewno nie jest to wyjście ekonomiczne, więc zakup się nie zwróci w oszczędnościach.

      Przy ostatnich mrozach stwierdziliśmy, że w jednym pokoju jest zimniej niż w innych przy takim samym ustawieniu pokrętłem na kaloryferze. Tak sobie myślę, żeby zamontować czujnik temperatury w każdym pokoju i połączyć to z termostatami i piecem. Ponoć jest to wykonalne i umożliwia utrzymanie takiej samej temperatury w każdym pomieszczeniu. Podobno nasza elewacja została źle wykonana i są w niej jakieś mostki termiczne... Cokolwiek to jest, myślę, że niełatwo to naprawić.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      inka427
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 01 lutego 2016 20:41
  • poniedziałek, 11 stycznia 2016
    • Znów zielono

      Znów zielono zrobiło się na świecie, albo raczej na trawnikach, na których śnieg stopniał. Zdradliwie jest tylko na nieodśnieżonych chodnikach i ulicach, które są zawsze zacienione. Mimo, że od kilku dni temperatura jest na plusie, to jednak tam jakoś wolno topi się śnieg, a że nocami lekko przymarza, więc niemal cały czas na górze jest warstewka lodu, na której można się nieźle przejechać. Mój organizm odczuł tę temperaturę jako przedwiośnie i nabrał ochoty do aktywności. Niestety na bieganie czy jeżdżenie na rowerze jeszcze za wcześnie, ale może wybiorę się na basen, siłownię albo chociaż włączę sobie Chodakowską i machnę kilka razy nogami i rękami ;) Szkoda, że od samego patrzenia mięśnie się nie wyrabiają.

      Wczoraj zaczęliśmy czytać "Władcę Pierścieni" :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      inka427
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 11 stycznia 2016 14:46
  • środa, 30 grudnia 2015
    • Jutro Sylwester

      W zeszłym roku Nowy Rok powitał nas deszczem, w tym ma być mróz. Dużo lepiej, choć cudownie by było gdyby spadło trochę śniegu, można by się przejść w tej wielkiej bieli i poobserwować fajerwerki z daleka i jakoś tak bardziej zimowo by było. Co prawda w ferworze sprzątania i gotowania moja chęć do "nic nie robienia" gdzieś się zawieruszyła na zasadzie, jak mus to mus, ale nadal nie mam ochoty wydawać kasy na zbędne rzeczy, a za takie uważam fajerwerki. W zeszłym roku poszły nam dwie stówy na 5 minut przyjemności. W tym roku podziękuję i pooglądam innych. Zwłaszcza, że mamy "za miedzą" sąsiada z czterema psami, które też będą nam wdzięczne za nie dokładanie się do ogólnego huku i strzelania.

      Muszę jeszcze kupić szampana i jakieś przekąski, bo w tym roku domówka będzie się u nas. Podzieliłyśmy się menu do przygotowania. Przypadła mi w udziale sałatka gyrosowa i owocowa, ale tak sobie myślę, że na ciepło też coś musi być. Mam zamiar zrobić tradycyjny myśliwski bigosik, z dużą ilością mięcha i grzybów oraz pieczone skrzydełka, bo to najprościej - wcześniej się napanieruje i nie trzeba będzie stać przy garach, tylko wrzucę do piekarnika i tyle.

      A od piątku kolejny rok... Oby był lepszy od obecnego, czego i Wam i sobie życzę :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      inka427
      Czas publikacji:
      środa, 30 grudnia 2015 13:32

Kategorie

Tagi

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa