Wpisy

  • czwartek, 20 lipca 2017
  • wtorek, 13 czerwca 2017
    • Przed wakacjami

      Dawno mnie nie było. Ostatni wpis był przed świętami, a teraz przed wakacjami... Natomiast dla pracujących: przed długim weekendem. Co prawda w tym roku jakoś nie mamy szczęścia do ładnej pogody na długie weekendy: w maju było kiepsko; tym razem co prawda nie zapowiada się na powrót zimy, za to ma padać deszcz... Taki mamy klimat. Pogoda mało grillowa i mało wycieczkowa. A szkoda, bo poprzedni weekend był przepiękny.

      Niewątpliwie natomiast jesteśmy przed wakacjami, a właściwie dzieciaki. Oceny już wystawione. Pewnie w każdym domu jest teraz problem pt. "mogę dziś nie iść?". No i kolejny problem: co zrobić z dziećmi w czasie wakacji. Mi się nie udało zagospodarować całego wolnego czasu. Trudno, jakoś to będzie, pewnie trochę na wariata, ale jakoś pospinam terminy. Na razie muszę wydrukować kolonijne deklaracje póki jeszcze można złapać wychowawcę klasy i poprosić o wypełnienie "szkolnej" działki.

      Ach, super by było cofnąć się teraz do czasów, w których miało się 2 miesiące wakacji...

      Miłego wypoczynku, Dzieciaki.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      inka427
      Czas publikacji:
      wtorek, 13 czerwca 2017 13:57
  • wtorek, 11 kwietnia 2017
    • Przed świętami

      Przez nadmiar zajęć przedświątecznych i tych, związanych z wiosną, mam za mało czasu na własne przyjemności. Nadal męczę "Boską komedię", do której stylu pisarskiego na szczęście już się przyzwyczaiłam. O innych przyjemnościach nawet nie wspomnę. Nie mam czasu pobiegać, pojeździć na rowerze, spotkać się z kumpelami, ani nawet wyskoczyć do fryzjera. A przydałoby się, zwłaszcza to ostatnie. No i jeszcze kosmetyczka by mi się marzyła, ale marne szanse, żebym do niej dotarła przed świętami. Ech, szkoda gadać.

      Poza tym też mało optymistycznie. Za chwilę zacznie się u nas sezon na duże wydatki. I nie chodzi mi o święta, bo w ich trakcie przynajmniej człowiek spałaszuje to co kupił, tylko o wydatki związane z samochodami. W zeszłym roku termin ubezpieczenia aut przypadł nam jeszcze przed podwyżkami. W tym roku już się boję ile popłyniemy na AC i OC... A to nie koniec przyjemności, których "nie widać". Do tego dojdą jeszcze przeglądy, w czasie których na pewno nas nie obleci wymiana klocków hamulcowych w jednym samochodzie, filtrów i płynów w obu i serwis klimatyzacji, bo po zimie trzeba by wyczyścić, itd. Oj, będzie tego sporo :( Niestety nie ma tak, że lejesz paliwo i jeździsz.

      Dziwnie się patrzy dzisiaj przez okno. W porównaniu do wczorajszego dnia, temperatura spadła o kilkanaście stopni, zachmurzyło się i zbiera się na konkretny deszcz. Do tego wieje zimny wiatr i roznosi tumany kurzu, którego jeszcze po zimie nie posprzątano. Znikli gdzieś rowerzyści i spacerowicze, których wczoraj było mnóstwo. Szkoda, że przed świętami nie możemy się nacieszyć taką pogodą, jaka była wczoraj. Lepiej, chętniej i przyjemniej byłoby wszystko ogarnąć. Co akurat bardzo mocno mnie dotyczy, bo mam do umycia jeszcze okna.

      Dość narzekania! Życzę Wam i sobie radosnych Świąt :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      inka427
      Czas publikacji:
      wtorek, 11 kwietnia 2017 15:08
  • wtorek, 28 marca 2017
    • Boska komedia

      Lubię czytać książki i tak sobie myślę, że na tle rodaków wypadam całkiem nieźle. Przyznać się jednak muszę, że zwykle czytam powieści. Szczególnie lubię klasyczne kryminały, a także tzw. prawnicze i polityczne, thrillery, czasem powieści obyczajowe, psychologiczne czy historyczne. Rzadko kiedy sięgam po wiersze, może z pewnymi wyjątkami i po dramaty w pełnym tego słowa znaczeniu. Wchodząc zatem ostatnio na grunt, może nie nieznany, ale dawno nie odwiedzany, zabrałam się za "Boską komedię" Dantego. Pozycja czytelnicza - interesująca, ale już dawno nie miałam książki, którą by mi się tak ciężko czytało. Chyba cofnęłam się w rozwoju przyzwyczajając się do książek łatwych. Doszłam więc od wniosku, że żeby posunąć się w nim dalej, muszę zrobić krok w tył i wrócić do klasyków ;)

      Ukochany się śmieje, że iście postną książkę sobie wybrałam przed świętami ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Boska komedia”
      Tagi:
      Autor(ka):
      inka427
      Czas publikacji:
      wtorek, 28 marca 2017 16:40
  • czwartek, 02 marca 2017
    • Wydatki i wydatki

      Nie jestem żadną specjalistką od mody. Zawsze uważałam, że ubieram się normalnie i jakoś tak chyba przeciętnie wpisuję się w biurową modę. Zresztą mama zawsze powtarzała, że grunt to żeby ciuchy były czyste i nie porwane czy poprzecierane :) Nie przywiązuję wagi do metek, na których zresztą się nie znam. Okazuje się, że moje koleżanki z pracy wprost przeciwnie, mimo że jakoś nie widzę różnicy pomiędzy jakością i wzorami moich i ich ciuchów. Od miesiąca pracuje u nas nowa koleżanka, którą stare koleżanki okrzyknęły jednogłośnie najgorzej ubraną, chociaż słowo daję, nie mam pojęcia dlaczego. Sama "okrzyknięta" rzeczywiście przyznała, że nie wydaje kroci na ciuchy i nie ma nic przeciwko kupowaniu jak najtańszych w marketach, na bazarach czy w najtańszych sieciówkach. Ma jednak świetną figurę, więc co by nie założyła świetnie na niej wygląda. Na uwagę innej koleżanki, która powiedziała, że dzień wcześniej była na zakupach i popłynęła prawie 5 stów na ciuchy, tamta złapała się za głowę. Okazało się, że dla niej jest to kwota nie do pomyślenia do wydania na ten cel, w dodatku jednorazowo. Za to ona ma inną słabość - sprzęt i płyty audio. I dla niej nie stanowi problemu wydanie 5 stów na winyle... A dla pozostałych koleżanek już tak. W ogóle jej cały sprzęt audio jest kosmicznie (moim zdaniem) drogi. Tak więc każdy ma jakąś tam słabość i inaczej lokuje swoje środki. Przykre to jednak takie ocenianie poprzez pryzmat wydatków na ciuchy. Ciekawe co mówią o mnie za plecami...

      W zeszły weekend byliśmy w centrum miasta w restauracji. Dawno tam nie byliśmy i zdziwiliśmy się, że tyle się zmieniło, z kucharzem na czele, co poskutkowało zmianami w karcie dań i w ogóle nowymi smakami tych samych. Jakoś nie - tak - ostatnio strasznie się zasiedzieliśmy, żeby nie powiedzieć, że zostaliśmy strasznymi wieśniakami. Bo co prawda pracujemy w mieście, ale taki dojazd i wyjazd się nie liczy. Nawet nie wiedzieliśmy, że w centrum zmieniła się organizacja ruchu - doszły ścieżki rowerowe, zakazy parkowania tam, gdzie kiedyś stawaliśmy, na naszym ulubionym placyku pozakładali blokady parkingowe i w rezultacie pojechaliśmy na parking w budynku. Zresztą horrendalnie drogi. Na szczęście idzie wiosna i będzie szansa to zmienić.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      inka427
      Czas publikacji:
      czwartek, 02 marca 2017 17:21
  • poniedziałek, 09 stycznia 2017
    • Sukces

      Jeśli chodzi o święta, to odniosłam wielki sukces "stawiając się" rodzinie. Podzieliliśmy moje obowiązki (jasne, że nie wszystkie), głównie między tych, którzy niewiele co robią i w końcu dało się cieszyć okresem przedświątecznym. Oczywiście było trochę biegania, ganiania itd., ale to było takie normalne, nakręcające i miłe, nie to co w poprzednich latach. Zdążyłam ze wszystkim i miałam siłę cieszyć się świętami. Ba, nawet kupiłam sobie nową sukienkę, skoczyłam do fryzjera i zrobiłam żelowe pazurki :) Można? Można.

      Poszalałam też w Sylwestra na imprezie w pobliskiej restauracji zamienionej specjalnie z tej okazji na coś w rodzaju tancbudy ;)

      Dzisiaj natomiast od zaprzyjaźnionej księgowej dostałam info, że w tym roku będą całkiem niezłe premie roczne :)

      No więc podsumowując: stary rok zakończyłam sukcesem i nowy nim rozpoczęłam. Beautiful, oby tak dalej.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      inka427
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 09 stycznia 2017 20:41
  • środa, 07 grudnia 2016
    • Znowu to samo

      No i znowu zapowiadało się to samo. Przedświąteczne szaleństwo, które samo w sobie mnie stresuje i "na dzień dobry" wkurza. Tak to już jakoś bywa, że jak raz człowiek "weźmie" coś na siebie, to zostanie to zapamiętane w rodzinie i "przyszyte" mu na kolejne lata. Za dużo tego "coś" mi się uzbierało w ciągu ostatnich lat. Nie mam czasu, nie mam ochoty, a przede wszystkim nie mam zamiaru dać się zapędzić w trzytygodniowy permanentny stres. W tym roku postanowiłam mieć to wszystko w .... (wiecie gdzie). Deklaruję to co wiem, że zrobię, a to na co nie mam ochoty mówię wprost, że nie da rady. Oczywiście jest gadanie, że jak to, że "tobie to najlepiej wychodzi", że "przecież święta", ale w tym roku postawiłam na 100-procentową asertywność. Takie absolutne: nie, bo nie. A przy dłuższym upieraniu się, kto wie, może dodam do tego jeszcze "i foch" ;) W tym roku postanowiłam cieszyć się Świętami i okresem przedświątecznym, a nie przeklinać go w duchu, choćby to wiązało się ze zrzuceniem części rzeczy na pozostałych członków rodziny. To znaczy na pewno będzie się wiązało, ale uznaję, że tak powinno być, choćby nie miało być perfekt. Wczoraj w ramach tego zrzucania wysłałam dziecko do sklepu po folię spożywczą i papier do pieczenia. Wrócił z folią aluminiową i papierem śniadaniowym (bo też był w rolce, mój błąd, złe tłumaczenie, chociaż z drugiej strony: przecież jest napisane)... To utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie ma brania wszystkiego na siebie. Nawet ze względów edukacyjnych warto wyluzować. Niech się dziecko dowie, że jest różnica pomiędzy folią i aluminium, i że jest wiele rodzajów papierów w rolkach. Ostatecznie nie chciałby, żebym mu ten do pieczenia powiesiła w toalecie...

      No to jeszcze napiszę o moim ostatnim odkryciu - herbacie masala chai (tudzież z polska: czaj). To taka bardzo aromatyczna mieszanka (wybrałam na bazie czarnej herbaty), po prostu cudowna na tę porę roku. Kupiłam ją ostatnio w herbaciarni tak z czystej ciekawości. Warto też dodać, że miła pani sprzedawczyni stwierdziła, że jest bardzo dobra na leczenie przeziębienia; tego akurat nie sprawdziłam, bo ostatnio nic mnie nie łapie. Wysączyłam kilka kubków - zgodnie z propozycją podania - z mlekiem, i z cytryną i rodzynkami (oczywiście osobno). Jest przepyszna. Jedyne co zmieniłam, to nie dosładzałam jej miodem, bo nie lubię słodkich napojów, a poza tym mam wrażenie, że ona sama w sobie jest słodkawa. Polecam.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      inka427
      Czas publikacji:
      środa, 07 grudnia 2016 11:55
  • czwartek, 06 października 2016
  • środa, 31 sierpnia 2016
    • Klasyka

      Ostatnio doszłam do wniosku, że opuściłam tyle książek, które należałoby zaliczyć do klasyki, że aż wstyd. A nie przeczytałam ich z bardzo prozaicznych powodów: głównie braku czasu (polskie szkolnictwo jest w tym zakresie bezwzględne nie robiąc przerw na powtórzenie materiału i ogarnięcie lektur - jak to ma miejsce w wielu innych krajach), łatki "lektury szkolnej" albo "nudnych staroci". Zdaje się, że czasem obawiałam się, że utknę na zawiłym tekście napisanym archaicznym językiem. Teraz przeglądam opuszczone pozycje i tworzę w głowie listę "must read". Zaczęłam (a jakże, już zaczęłam) od "Kubusia fatalisty i jego pana" :) Muszę przyznać, że moje obawy co do trudności książki i czytania jej z przymusu, okazały się przesadzone. Czyta mi się ją doskonale. Jest to doprawdy bardzo miła lektura po kryminałach wszelkiej maści i z różnych stron świata, które magluję od dłuższego czasu. Książka jest lekka, przyjemna, czasem śmieszna, czasem naiwna, czasem - przyznaję - tok snucia opowieści i polemiki z czytelnikiem jest nieco irytujący, ale całość tworzy naprawdę fajną opowiastkę. Niestety ostatnio nie mam za wiele czasu na czytanie, więc pewnie przy tej lekturze trochę mi zejdzie, a następna czeka "Boska komedia". Tak, tak, niestety kiedyś przeczytałam tylko streszczenie. Później będzie "Dekameron", a dalej się zobaczy. Myślałam o Annie Kareninie, ale jakoś nie przepadam za romansidłami, więc stawiam przy niej znak zapytania.

      Jednego jestem pewna - przyjemniej się czyta klasykę, w tym lektury szkolne, gdy nie trzeba tego robić. A może po prostu w gimnazjum czy liceum jest na niektóre książki za wcześnie. Może powinno się pozwolić dzieciakom czytać to co ich interesuje. Mogliby np. na początku roku zorganizować sobie dyskusję na temat ulubionych książek, ustalić listę i je przerobić. A do klasyki wrócić w przyszłości, tak z czystej i niewymuszonej ciekawości. Ostatecznie w szkole chodzi przede wszystkim o to, żeby ich zainteresować literaturą, nauczyć czytać ze zrozumieniem, a nie męczyć.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      inka427
      Czas publikacji:
      środa, 31 sierpnia 2016 16:55
  • piątek, 17 czerwca 2016
    • Lawenda

      Od wielu już lat trzymam w doniczkach, a właściwie w donicach lawendę. Uwielbiam jej zapach i kolor, choć wiem, że nie wszystkim osobom on odpowiada. Bardzo też lubię patrzeć na rój pszczół i trzmieli uwijający się na kwiatach, gdy kwitną. A to już wkrótce :) Niestety nie zgodzę się z twierdzeniami, że lawenda odstrasza komary. One zawsze wszędzie się wcisną, nawet w krzaki lawendy. Zawsze po sezonie, kiedy ścinam łodyżki z przekwitniętymi kwiatami, jestem cała pogryziona. Mam wrażenie (i nadzieję), że odstraszają jednak mole. W każdym bądź razie każdego roku napełniam saszetki, które uszyłam z gęstej firanki, wysuszonymi kwiatami lawendy, wieszam w szafie i rozkładam w szafkach. Ścinam też gałązki z kwiatami, gdy są jeszcze w pąkach i suszę. Lubię widok tych roślin. Nie wymyśliłam tylko sposobu jak zachować ich kolor... Może należałoby je suszyć w saletrze... I wiecie co, robię jeszcze z lawendy olejek do kąpieli i do ciała. Kupuję jak najtańszą oliwę z oliwek, ścinam do niej lawendę (kwiaty i łodyżki) i gotuję na małym ogniu aż oliwa nabierze koloru i zapachu lawendy. Po ostudzeniu wyciskam jeszcze oliwę z pędów, które wyrzucam. Cudownie jest zimą wziąć kąpiel z dodatkiem takiego olejku. I świetna jest później skóra; taka gładziutka i wyjątkowo miękka. Nie urządzam za to kuchni na wzór prowansalski, zgodnie z zasadą "co za dużo to niezdrowo". Inna kolorystyka i stylistyka u mnie dominuje, a nie lubię robić miszmaszu.

      Rozmawiałam ostatnio z sąsiadką o mistrzostwach w piłce nożnej. Nie, nie w kontekście tego kto wygra i jak daleko zajdzie Polska. Akurat piłka nożna nie leży w granicach naszych zainteresowań. Obie jednak zauważyłyśmy pewną zależność - w czasie dużej oglądalności meczy, zdarza się więcej kradzieży. Jak widać nie tylko my nie siedzimy wtedy przed telewizorami. W czasie poprzednich rozgrywek na naszym osiedlu ukradli co najmniej kilka rowerów i wózków. Przyznam, że świetny to czas, wszędzie pusto i wszyscy siedzą przed telewizorami nie zwracając uwagi na to, co się dookoła dzieje. A później giną piękne nowe markowe rowery i wypasione wózki dziecięce wielofunkcyjne, bo chyba nikt już nie kupuje osobno fotelika, osobno wózka głębokiego i osobno spacerówki. Złodzieje kradną ze stojaków przy osiedlach, z klatek, a nawet z komórek. Zapewne wchodzą pod pozorem przyjścia do kogoś na mecz (o ile w ogóle brama jest zamknięta i muszą się tłumaczyć, bo w pośpiechu przed meczem mieszkańcy często zostawiają otwarte). No więc pilnujcie ludzie swojego dobytku w tym gorącym sportowo okresie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      inka427
      Czas publikacji:
      piątek, 17 czerwca 2016 13:41

Kategorie

Tagi

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa